MENU

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INNE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INNE. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2020

Koronawirus krzyżuje plany Młodych Par…

Nie mam wątpliwości co do tego, że słowem roku 2020 będzie „koronawirus”. Pandemia zbiera wielkie żniwo w każdej dziedzinie życia. Również branża ślubna cierpi z powodu COVID-19.
Żródło: Internet

Ślub kościelny

Od 24.03.2020r. Rząd RP wprowadził obostrzenia dotyczące przemieszczania się i organizowania zgromadzeń. Dotyczy to również obrzędów liturgicznych, w tym m.in. ślubów. Będzie w nich mogło uczestniczyć najwyżej pięć osób, nie licząc osób sprawujących te obrzędy. Dwie osoby to już Młoda Para, świadkowie to kolejne dwie, a gdzie miejsce dla rodziców, rodzeństwa, dziadków, najbliższych przyjaciół oraz pozostałych gości?

Wstępnie, ograniczenia mają obowiązywać do 11.04.2020r., więc teoretycznie po Świętach Wielkanocnych i zakończeniu okresu Wielkiego Postu w Kościele Katolickim mogłyby mieć miejsca pierwsze śluby. Teoretycznie, bo perspektywa nie wydaje się prędko zmienić i nie napawa zbytnio optymizmem.
Kiedy Młode Pary chcą mimo wszystko wziąć ślub, niektóre decydują się wyłącznie na ślub cywilny.



Ślub cywilny

Kiedy w ubiegłym tygodniu dzwoniłam do Urzędu Stanu Cywilnego w naszym mieście, urzędniczka nie potrafiła mi udzielić mi jednoznacznej informacji dotyczącej ślubów, bo "sytuacja zmienia się dynamicznie".

Dowiedziałam się jednak, że te śluby, które zostały zaplanowane – obędą się. Zaleca się, by pojawiło się na nich jak najmniej osób. Nikt nie był w stanie określić ile to znaczy „jak najmniej”.
Nowe wnioski póki co nie są rozpatrywane. Wszystko wstrzymane do odwołania.



Dlatego część Młodych Par decyduje się odwołać ślub, większość jednak zamierza przełożyć termin ślubu na inny, późniejszy. Zwykle bezpieczniejszy okazuje się być wrzesień, październik – oczywiście o ile sytuacja się poprawi. Cała pewność ogranicza się do słowa "póki co" lub "na razie". A przesunięcie daty ślubu pociąga za sobą kolejne konsekwencje…


Usługodawcy

Kiedy od kilku przyszłych Panien Młodych zaczęłam otrzymywać sygnały, że przekładają terminy swoich ślubów, od razu pomyślałam o wszystkich tych usługodawcach, dla których branża ślubna jest jedynym chlebodawcą. Fryzjerzy, wizażystki, fotografowie, kamerzyści, dekoratorzy, floryści, kelnerzy – to tylko pierwsze zawody, które przechodzą mi na myśl, kiedy myślę o branży ślubnej. Ile osób związanych z organizacją i zaangażowanych w współtworzenie ślubów i wesel musi zawiesić działalności… Głowa mała…

Ci, którzy zdecydują się na śluby w ustalonym terminie, będą musieli zmienić swoje wygórowane oczekiwania np. w sprawie dostępnych gatunków kwiatów. Wstrzymane zostały dostawy kwiatów z Holandii, a wiele tysięcy kwiatów, które już zostały ścięte trafia na kompostownik. Według „Royal FloraHolland”, zniszczeniu ulegnie 70-80 proc. całkowitej rocznej produkcji kwiatów w Holandii.

Nawet jeśli Młodzi chcą zachować wymarzony termin i nie chcą go zmieniać, zwykle odmawiają same domy weselne czy ośrodki, w których przyjęcie weselne jest organizowane. Zachęcają jednak by nie odmawiać organizacji ślubu w tym miejscu i przez ich firmę, a przełożyć go na późniejszy czas, ratując się w ten sposób przed upadłością...

Przez to, że terminy sobotnie są już od dawna zajęte, trzeba bookować terminy w środku tygodnia. Dlatego jeśli będzie zaproszeni jako goście, niech nie zirytuje Was fakt, że wesele odbędzie się np. w poniedziałek. Takie mamy czasy…




Kiedy pomyślę sobie o naszym ślubie i weselu, jestem wdzięczna za to, że niemalże wszystko poszło po naszej myśli. Nie wyobrażam sobie, żebym do kosza miała wyrzucić te wszystkie sygnowane naszą datą ślubu gadżety, podziękowania, naklejki i inne. Chyba bym się załamała… Choć jak pewnie wielu z Was - przyszłych Młodych Par, musiałabym przez to przebrnąć. Bo tak naprawdę, nie jest to najważniejsze.

Mimo, że planujemy wszystko niezwykle szczegółowo, dokładnie, dopinamy wszystko na ostatni guzik, to w pewnych sytuacjach zmuszeni jesteśmy ustąpić miejsca czemuś silniejszemu od nas, na co kompletnie wpływu nie mamy. Warto planować, bo bez tego nasz ślub i wesele poszłyby "na żywioł" i mogłyby być nieco chaotyczne, ale warto dać sobie w tym wszystkim dużo luzu i marginesu do zmian.

W obliczu tylu ludzkich, osobistych, zawodowych tragedii wszystko inne przestaje być aż tak ważne. „Najważniejsze żebyśmy zdrowi wszyscy byli” to słyszymy najczęściej. „Przede wszystkim zdrowia życzę” to jak mantrę powtarzają ludzie podczas rozmów.

To, w czym ludzie się prześcigają w życiu każdego dnia, w obliczu pandemii sprowadza się do tego, co człowiekowi najbardziej potrzebne. Także w branży ślubnej, wiele rzeczy zeszło na dalszy plan.

Jeśli można mówić w ogóle o tym, co pozytywnego wypływa z pojawienia się COVID-91 to to, że sam ślub, stał się faktycznie najważniejszy. Nie muszą przyćmiewać go te wszystkie wspaniałe dodatki, atrakcje, etc. Ślub może wreszcie stać się dobrem samym w sobie, centralnym punktem tego Wyjątkowego Dnia, a nie dodatkiem do wesela i wszystkiego co z nim związane. Może właśnie tego wszystkim nam było potrzeba. Może należało nam przypomnieć co jest tak naprawdę ważne i przewartościować pewne szufladki. Może ta gorzka lekcja nauczy nas więcej zrozumienia do ludzi, usługodawców, świata i samych siebie...

Choć pewnie jak świat światem, znajdą się tacy, dla których zmiana daty ślubu będzie zmianą nie do przyjęcia, nie do przejścia i może zakończy się taką rozpaczą i kłótnią, że wraz z drastycznym upadkiem światopoglądu na temat wymarzonego wesela runie i całe narzeczeństwo. Zaś inni będą zacierać ręce, że dobrze się stało, jak się stało, bo: unikniemy całej tej pompy, sytuacja z zaproszeniem niechcianej ciotki sama się rozwiąże, bo zaoszczędzimy, itd. :)

Wszystko dzieje się po coś. Jaką naukę wyciągniemy z całej tej sytuacji zależy od Nas samych. Życzę Wam jednak tego - kochani przyszli Państwo Młodzi, by odroczenie terminu ślubu nie było dla Was próbą, a tylko i wyłącznie koniecznym przeniesiem najlepszej decyzji w Waszym życiu na potem :)

Na koniec - z lekkim przymrużeniem oka ;)

Żródło: Internet

Żródło: Internet

piątek, 19 lipca 2019

Plan stołów – czyli jak dobrze usadzić ponad stu gości? :)

Kiedy już wszystkie zaproszenia zostały wręczone, a goście potwierdzili swoją obecność - najwyższa pora rozplanować ich usadzenie na sali weselnej. Pora przygotować PLAN STOŁÓW!

Sukcesem udanego przyjęcia jest m.in. wiedza gości gdzie mają usiąść, bo dzięki temu nie pojawia się zamieszanie. Przy trzydziestu, czterdziestu osobach rozpiska jest bardzo pomocna, a przy ponad stu gościach jest niezbędna. Zanim jednak zabierzecie się za rozsadzanie gości, zaaranżujecie układ stołów na sali tak, żeby na wszystko i dla wszystkich starczyło miejsca – mowa tu o bufecie, słodkim kąciku, zespole muzycznym, etc.

Przygotowanie rozpiski z miejscami, mimo, że wymaga sporo czasu to jest rozwiązaniem bardzo praktycznym, które zapobiegnie powstaniu rozgardiaszu. Byłoby kiepsko, gdyby okazało się, że małżonkowie siedzą po dwóch różnych stronach stołu, bo inni goście zajęli miejsca wcześniej i pozostały tylko dwa skrajne krzesła. Takie sytuacje na pewno na wstępie zostaną skomentowane, a jeśli nie to na pewno będą zapamiętane i uznane jako brak organizacji. Na pewno w czasie przyjęcia goście zaczną migrować po sali - co oczywiście jest naturalne. Rozpiska miejsc dla gości ma na celu zaprowadzić porządek na początku wesela i zapewnić komfort zarówno gościom, jak i gospodarzom.

Przy tworzeniu planu stołów na pewno pojawi się dużo wątpliwości i znaków zapytania: np. jak usadowić zwaśnione ciotki?, czy wygospodarować osobny stół dla dzieci?, jakie stoły wybrać: prostokątne czy okrągłe?


Uważam, że wybór miejsc dla gości to jedno z trudniejszych zadań logistycznych, bo to najczęściej ten element wesela, który budzi największe niezadowolenie gości. Na samym początku musicie wiedzieć, że nie ma idealnego klucza wyboru do satysfakcjonującego rozmieszczenia wszystkich gości przy stołach. Bo czy posadzicie dwie rodziny razem czy oddzielnie, czy osobno młodych i seniorów, to zawsze znajdzie się choć jedna osoba, która będzie niezadowolona ze swojego miejsca :)

Niedawno dowiedziałam się, że Młode Pary wykupują licencje do programów komputerowych, które pomagają stworzyć rozpiskę rozmieszczenia gości przy stołach. Czy jest to niezbędne - nie wiem. Na pewno pomocne szczególnie przy większej liczbie gości. Pytanie tylko, czy warto wydawać kolejne $$$ na coś, co możemy bez problemu zrobić sami? Na to pytanie odpowiedzieć muszą sobie Młode Pary :) Na pewno stworzenie planów stołów nie jest mission impossible.


Oto kilka ważnych punktów, o których trzeba pamiętać przypisując gości do ich miejsc przy stole:

1. Stół Pary Młodej w centralnym punkcie sali

Najważniejszym stołem jest ten, przy którym zasiądą Nowożeńcy i to on powinien znajdować się w centralnym punkcie sali. Względem niego ustawiane są pozostałe stoły.
Jeśli sala jest długa i wąska – najlepszym pomysłem będzie ustawienie stołów prostokątnych w kształt litery L.
Jeśli sala jest długa i szeroka – sprawdzi się rozmieszczenie goście wokół stołów prostokątnych ułożonych w literkę U.
Jeśli sala jest duża i szeroka – będą pasowały do niej stoły okrągłe, chyba, że dostępne są tylko prostokątne – wtedy warto ułożyć je w literę E.


2. Stoły okrągłe vs prostokątne

Które wybrać? Wszystko zależy od dostępności kształtów stołów na sali i tak jak pisałam wyżej - od gabarytów samej sali. Oczywiście – jeśli dostępne są tylko prostokątne – zawsze można wypożyczyć okrągłe – tylko pytanie czy gra jest warta świeczki?

Jeśli jest możliwość wyboru rodzajów stołów musicie wiedzieć, że:
stoły okrągłe prezentują się na pewno dużo bardziej elegancko i nowocześnie. Jednak, by ładnie się prezentowały potrzeba będzie też więcej ozdób: kwiatów i świeczników, niż przy ułożeniu przyległych do siebie stołów prostokątnych (bo przy takich bukiety/kompozycje kwiatowe wystarczy poukładać co pewien odstęp, a nie na każdym jednym stole). Przy okrągłych stołach – komunikacja międzyludzka jest ułatwiona, przy prostokątnych – swobodna rozmowa może sprawiać większe trudności, ze względu na większy rozstrzał przestrzenny ludzi (np. dwa skrajne końce). Natomiast atutem połączonych ze sobą prostokątnych stołów będzie na pewno dowolność usadzenia przy nich gości nieco mniej starannie, niż ma to miejsce przy stołach okrągłych. Mam na myśli to, że goście usadzeni przy stołach okrągłych spędzą w dobranym towarzystwie kilka dobrych godzin i na roszady do innych stołów nie będą mogli sobie pozwolić.

Ciekawym połączeniem może być połączenie stołów okrągłych z prostokątnymi, przy zachowaniu zasady, że jedne i drugie, nie mieszczą więcej niż 10 osób.

3. Nigdy nie sadzajmy obok siebie osób w konflikcie

Niechęć w połączeniu z alkoholem to mieszanka bardzo wybuchowa. Wygaszajmy konflikty sadzając takie osoby osobno, unikając tym samym sytuacji sprzyjającym zwadom. Najlepiej, by zwaśnieni goście siedząc, byli zwróceni do siebie plecami. Jeśli zasiadają przy jednym, długim stole – dobrze umieścić ich po dwóch jego stronach. Niektórym może się wydać do zabawne, ale to bardzo dobra podpowiedź. :)

4. Gości, mający wspólne tematy do rozmów i/lub podobne poczucie humoru, usadźmy razem

Ta wskazówka mówi, że gości powinno się usadzać w ten sposób, aby dobrze się ze sobą bawili, czuli oraz by mieli o czym porozmawiać. I w ten sposób możemy usadzić podobne towarzystwo razem ze względu na podobny wiek (młodych z młodymi, etc.) lub ze względu na pokrewieństwo (np. kuzynostwo z rodziny Pana Młodego).
Nowatorskim sposobem, który my wybraliśmy, było usadzenie gości w ten sposób, by zintegrować dwie rodziny i wspólnych znajomych. Nie zapomnijcie jednak o tym, żeby kobiety i mężczyzn usadzać naprzemiennie.

5. Im wyższa ranga ważności gościa, tym bliższe usadzenie obok Pary Młodej

Rodzinna starszyzna – babcie, dziadkowie, starsze ciotki, jak i rodzice oraz rodzice chrzestni zwykle powinni siedzieć jak najbliżej Pary Młodej. Nie koniecznie musi to być ten sam stół, ale wiedzcie o tym, osoby najstarsze, najbliższe i najważniejsze powinny być względnie najbliższej Nowożeńców. Dla osób starszych usadzenie "im bliżej Pary Młodej" oznacza wyższą rangę ważności względem innych gości. Osoby starsze także ze względu na wiek i dla większego komfortu winno sadzać się raczej w miejscach bliżej środka sali: z dala od hałasu z głośników czy przeciągu z drzwi wejściowych/wyjściowych.

6. Para Młoda obok tych gości, przy których czują się swobodnie

Ostatnimi czasy obserwuję, że przy stole wraz z Parą Młodą zasiadają świadkowie i czasem także rodzeństwo. Bardzo często rodzice/bliscy próbują wywrzeć presję, bo najbliższa rodzina siedziała przy stole Młodych Małżonków – czyli usadzić rodzinę w tradycyjny, kiedyś praktykowany sposób. Nie jest to najlepszy pomysł, bo zwykle najbliższe osoby z rodziny (często mimowolnie i nieświadomie) roszczą sobie prawo do "dobrych rad", komentarzy, uwag, napominań, etc. Dlatego fizyczne odseparowanie osób umiejących tworzyć atmosferę nerwowości i umieszczenie ich w innych miejscach sali, na pewno zadziała in plus dla Młodych Małżonków. Wybór nowoczesnego lub tradycyjnego układ należy przemyśleć i dostosować do obowiązującego w rodzinie zwyczaju, mając oczywiście na pierwszym miejscu zdanie Młodej Pary.

7. Przy okrągłych stolikach dajmy dowolność wyboru krzesła gościom weselnym

Winietki z nazwiskami doskonale sprawdzą się, kiedy mamy prostokątne stoły. Więc jeśli macie układ stołów w tzw. „U”, "E", "T" lub „L” polecam Wam przygotować winietki.
Jeśli natomiast macie stoły okrągłe, a do stołu przypisane osoby – pozwólcie im na dowolność wyboru. Zaszeregowanie osób do danego stolika i danie gościom możliwości wyboru dowolnego miejsca, będzie mile widziane, a Młoda Para nie będzie obarczona odpowiedzialnością za niewłaściwe usadzenie gości, gdyż sami wybiorą sobie miejsce (komuś na pewno przypadnie miejsce tyłem do parkietu) ;)

8. Maluchy przy rodzicach, większe dzieci przy jednym stole.

Jeśli na wesele zapraszacie dzieci to trzeba dobrze zastanowić się czy usadzić je razem przy jednym stole. Jeśli jest duża rozbieżność wiekowa między dziećmi: bo będą dwu- i dwunastolatki – radzę usadzić dzieci obok rodziców. Wesele, a do tego duże wesele, to na pewno spory stres dla dzieci, a jeśli nie stres - to nowa sytuacja, w której dzieciaki mogą poczuć się nieswojo. Wyobraźcie sobie, że takiego trzyletniego Bąbelka posadzicie przy stoliku na drugim końcu sali z obcymi dziećmi, a na dodatek filar sali przysłoni mu widok rodziców. Kiepsko, prawda? Aż sama się zestresowałam! Warto unikać takich sytuacji, bo wywołać one mogą płacz dziecka, za czym idzie poddenerwowanie rodziców i chwilową konsternację innych gości.
Jeśli macie starsze dzieci, w podobnym wieku, które nie wymagają aż tak wielkiej atencji rodziców – uważam, że śmiało można usadzić je razem. Nawet jeśli nie wszystkie się znają, to rówieśnicy na pewno szybko złapią wspólny język. Stasze dzieci dużo lepiej odnajdą się w nowej sytuacji, niż maluszki.

9. Usiądź wygodnie

Goście powinni mieć swobodę w dostępie do swoich krzeseł. Pomiędzy nimi powinno się zachować min. 30 cm odstępu i przeznaczyć min. 60 cm wzdłuż krawędzi stołu – gdyż tyle miejsca zapewnia podstawową wygodę. Zwykle jednak lepiej przeznaczyć 70-75cm.
Jeśli zdecydujecie się na stoły okrągłe to pamiętajcie, że do stołu o średnicy: 120cm – zasiądzie max. 6 osób, 160cm – 8 osób, 180 cm - 10 osób , a do 200cm – 12 osób. Jeśli planujecie ułożyć rozbudowane dekoracje i nie jesteście w stanie zrezygnować z naczyń z przystawkami – przyjmijcie, że do stołu o średnicy 160cm zasiądzie 6 osób, a do 180cm – 8 osób, itd.


Kiedy wiemy już jak zasiądą nasi goście, pora pomyśleć nad stworzeniem PLANÓW STOŁÓW, którą zaproszone na wesele osoby zobaczą przed lub zaraz po wejściu na salę weselną. Dobrze, jeśli świadek bądź świadkowa pomogą pokierować gości do ich miejsc.

ŹRÓDŁO: Internet

Mnogość, oryginalność pomysłów i piękno wykonania rozpisek usadzenia gości weselnych potrafią stać się wspaniałą ozdobą. Widziałam naprawdę wiele pięknych i oryginalnych PLANÓW STOŁÓW w różnych formach: np. kartoniki z nazwiskami przyklejone na lustrach, drewnianych sztalugach, starych ramach obrazów.

Sama długo nie mogłam zdecydować się co zrobić ciekawego i jak zaaranżować plan stołów :)

Zdecydowałam się na wykorzystanie w tym celu drewnianej drabiny. Niestety takiej nie mieliśmy. Zaczęłam więc poszukiwania. Nie chciałam wydać fortuny, dlatego zaczęłam przeszukiwać OLX.pl w poszukiwaniu jakiejś taniej i używanej drabinki i… znalazłam taką 10km od nas :)

Trzeba było ją przygotować na spotkanie z gośćmi i nieco podrasować. Pierwotnie drabina była brązowa, więc przemalowaliśmy ją na biało :)


Brzydkie pasy łączące szczeble drabiny obwiązane zostały wstążką.

Na pobielonej drabinie poustawialiśmy białe rameczki, w której na szczycie umieszczony był rozkład stołów w formie rysunku (u nas to układ "U" - stół główny i dwa stoły boczne), a poniżej w mniejszych rameczkach – na tle koronkowej serwetki (takiej samej, tylko mniejszej, z której zrobione były rożki do sypania płatków, o których pisałam tu: https://szykujemy-wesele.blogspot.com/2019/04/rozki-z-patkami-kwiatow-bibuowymi.html) naklejony był numer stołu, a pod nim znajdowały się nazwiska osób przy nim siedzących.



Na niektórych szczeblach ustawiłam też mini wiaderka z białymi goździkami i gipsówką, żeby było nieco bardziej dekoracyjnie.

Drabinka okazała się nie tylko punktem orientacyjnym przedstawiającym lokalizację miejsc gości na sali, ale także świetną kryjówką i torem przeszkód dla dzieci. Dlatego nie należy zapominać również, by konstrukcja planów stołów była bardzo stabilna.


By można było łatwo odnaleźć swój stół, ułożyliśmy na nich drewniane numerki. Początkowo numerki były z litego drewna, więc również musiałam potraktować je białą farbą. Oczywiście obok miejsc gości znalazły się winietki, które jeszcze bardziej ułatwiły lokalizację miejsc dla gości, ale o tym napiszę w kolejnym poście :)



Pamiętajcie także o tym, że:


- Jeśli Wasza liczba gości będzie większa niż 120 osób to przygotujcie się na rozpiskę składającą się z dwóch, trzech części. Musi być ona czytelna i stanowić pomoc w odnalezieniu swojego miejsca na sali, a powodować kolejki :)

- Decydując się na stworzenie planów stołów trzeba zapewnić winietki, czyli niewielkie karteczki z imionami i nazwiskami gości oraz oznaczenie stołów. Goście mogą odnaleźć swoje miejsce w rozpisce miejsc na dwa sposoby:
1. znajdując swoje nazwisko z spisie alfabetycznym, a którym obok nazwiska podany będzie numer stołu
2. do numeru/nazwy stolika zostaną przypisane nazwiska osób przy nim siedzących.

- Ciekawą i coraz częściej praktykowaną alternatywą dla oznaczenia stołów numerami jest nadanie stołom nazwy :) np. jeśli motywem przewodnim Waszego wesela są podróże - możecie nazwać stoliki nazwami ulubionych miast/ najpiękniejszych miejsc, w których byliście :) Ważniejsze jest jednak, żeby przede wszystkim oznaczenia były widoczne z daleka i by ich nazwy były krótkie :)

- No i to na co zawsze zwracam uwagę - plany stołów powinny być również spójne z całą koncepcją wesela :)


Mam nadzieję, że pomogłam choć trochę zagubionym jeszcze Narzeczonym w zaplanowaniu układu miejsc dla gości, a zaproszonym gościom ukazałam na jakie trudności i wyzwania logistyczne skazane są przyszłe Młode Pary, by wybrać dla nich najlepsze miejsce przy weselnym stole. :)

środa, 29 maja 2019

Dzieci na ślubie - dobry czy zły pomysł? ;>

Dzieci na ślubie to na pewno sympatyczny i wzruszający widok. Słodkie małe dziewczynki i chłopcy trzymający się za rączki czy sypiący płatki kwiatków potrafią rozczulić nawet największych emocjonalnych twardzieli. Oprócz względów estetycznych i bodźców wizualnych jest także wiele za i przeciw, które trzeba przemyśleć nim zaangażuje się dzieci do czynnego uczestnictwa w ślubie.



Humorki Małych Pociech, czyli brak stuprocentowej pewności


Trudno o jakąkolwiek pewność jeśli mamy do czynienia z małym człowieczkiem, bo zachowanie dzieci jest nieprzewidywalne. Jednego dnia potrafią śmiać się z pewnej rzeczy, a drugiego dnia z tego samo powodu mogą wpaść w histerię.

Na naszym ślubie początkowo obrączki miał nieść mój Chrześniak, a sypać kwiatki miała jego siostrzyczka. Niestety, kiedy czekaliśmy na rozpoczęcie Ślubnej Mszy Świętej, nie pojawiali się. Na chwilę przed kanonem Pachelbela - pieśnią na wejście, moja trzeźwo myśląca mama, zabrała pudełeczko z obrączkami, które podczas Mszy przekazała innemu dziecku - Ollynkowi. Rodzinka Chrześniaka spóźniła się na ślub, ponieważ ich mała Pociecha nie chciała założyć sukienki :) Dzisiaj wydaje mi się to zabawne, ale w Dniu Ślubu nie było mi do śmiechu.




Ogromny, paraliżujący stres i strach, który zwykle potęgują dorośli

Innym czynnikiem zakłócającym przebieg ślubu może być dziecięca trema. Kiedy przyglądam się niektórym dzieciom czynnie uczestniczącym we Mszach Ślubnych bardzo często dostrzegam ich ogromny, a niekiedy paraliżujący stres.
Nawet te dzieci, które na co dzień uznawane są za odważne, potrafią się zablokować.

Wyobrażam sobie, że tak niecodzienna sytuacja jak ślub, presja ze strony dorosłych, chęć wykonania zadania jak najlepiej przez Małych Kompanów - wpływają na emocje i zachowanie dzieci. Każe się im wejść w rolę, której nigdy nie ogrywały, nie tłumacząc szczegółowo jak co krok po kroku mają zrobić, licząc na to, że same wykażą się inicjatywą.

Przypominam sobie, że podczas jednego ze ślubów na którym byliśmy, małej dziewczynce, która szła przed Młodą Parą, mamusia na okrągło powtarzała, że musi się ładnie uśmiechać i iść bardzo wolno. Koniec końców Maleńka Dziewczyneczka zastosowała się do nakazów Mamy, idąc tak wolno, że kroczyła na pół stopy przed Młodymi, zapominając w ogóle o sypaniu kwiatków.


Niezbędny instruktaż krok po kroku, a nawet próba

Bardzo często to my dorośli wymagamy od dzieci tego, by w sytuacjach nieprzewidywalnych potrafiły sobie poradzić. Z tego, co obserwuję, z dziećmi tak to nie działa. Jeśli dwu-, trzylatce karze się iść do ołtarza, nie mówiąc jej, że będzie tam czekała na nią mama/babcia/ inna znajoma jej osoba, która z pod tegoż ołtarza ją odbierze, to idę o zakład, że dziecko w pewnym momencie zatrzyma się zdezorientowane i nie będzie wiedziało, co zrobić dalej. Z resztą - my dorośli, bardzo często sami mamy problem wybrnąć z twarzą z zaskakujących sytuacji, więc czy można wymagać od dziecka by postępowało zgodnie z naszym niewypowiedzianym planem?

Należy więc na spokojnie omówić z dziećmi, co następuje po sobie, a nawet zrobić małą próbę. Prześledźcie sobie ślub Meghan Markle i księcia Harrego i zachowanie dzieci. Nie wydaje mi się, by to droga pod ołtarz wyszła tak pięknie i "zupełnie spontanicznie" z orszakiem wielu maluchów. Twierdzę, że dzieciaki musiały mieć wcześniej wiele prób.

Źródło zdjęcia: Internet

Nie uważam, by dzieci trzeba było szkolić jak zwierzątka w cyrku na okoliczność ślubu, ale powinno się im wytłumaczyć jak będzie wyglądać ich pomoc w ślubie i przygotować do pełnienia ich ważnej funkcji. Bo wtedy nawet jeśli pojawią się potknięcia, to dzieci będą wiedziały co robić dalej :)


Roztargnienie i nagłe zwroty, które rozbudzają przesądy

Na naszym ślubie wydarzyła się sytuacja mrożąca krew w żyłach wszystkich wierzących w przesądy. Syn mojej kuzynki Ollynek przypadkowo upuścił nasze obrączki. Kiedy Malec chciał podać je księdzu i zaczął otwierać pudełeczko, obrączki spadły na posadzkę. Na szczęście Świadkowa złapała je błyskawicznie i żadna z nich nie zgubiła się.


Oczywiście niektórzy w upuszczonych obrączkach doszukują się nieszczęścia, choroby w rodzinie, utratę współmałżonka, zdradę, etc. Podobno złą wróżbę można odwrócić na wiele ludowych sposobów. Ja "zły urok" (mam nadzieję) odwróciłam pocałunkiem (obrączki), jak to zwykle w bajkach z happy endem bywa.



Spełnienie marzeń

Na ślubie mój długi welon niosła córka kuzyna - Melanie. Angażując ją do tego, nie miałam pojęcia, że od dawna chciała ona wziąć udział w czyjejś ceremonii ślubnej w roli pomocnika. Obawiała się, że za rok będzie już za duża i nigdy nie doświadczy udziału w podobnej sytuacji. O jej pragnieniu powiedziała mi jej mama Ania, kiedy było już po ślubie. Bardzo ucieszyłam, że nasz ślub umożliwił spełnienie dziecięcego marzenia.



Razem raźniej

Jeśli dobrnęliście do tego punku i nadal rozmyślacie nad angażowaniem dziecka w jakąś rolę na ślubie to poproście o to przynajmniej dwójkę Pociech, bo... "w kupie siła", która zapewnia mniejszy stach i redukuje stres! Inaczej będzie zachowywał się wianuszek dzieci, a inaczej pojedyncza stokrotka :)



Temat dzieci na ślubie, choć bardzo popularny, to często nie jest poddawany głębszej analizie. Być może dorośli uznają, że nie ma nad czym dywagować i rozkładać prostego wzięcia udziału w ceremonii na czynniki pierwsze. Warto zdać się na spontaniczność, bo przecież jakoś to będzie :) Racja, jakoś na pewno.

Jeśli zależy nam jednak, by zminimalizować ilość niespodzianek i niedociągnięć, które mogą jeszcze bardziej zestresować Młodą Parę, należy powierzyć funkcję pomocnika ślubnego dzieciom bardziej statecznym, rozważnym, starszym i porozmawiać z nimi o ślubie i ich zadaniach wcześniej :)



I choć powyższe argumenty przemawiać mogą za tym, by nie zezwalać dzieciom brania udziału w ceremonii ślubnej, to ja jestem entuzjastką angażowania dzieci w Ceremonię Ślubną. Nawet, jeśli będzie ona zawierać mało idealne niespodzianki. :)


I bardzo się cieszę i bardzo jestem dumna z moich małych Czterech Muszkieterów :)

piątek, 29 marca 2019

O fryzurze, makijażu i manicure ślubnym oraz eksperymentowaniu przed ślubem :)

Dziś osobny wpis chcę poświęcić fryzurze, makijażowi ślubnemu i stylizacji paznokci.


W przeciwieństwie do reszty rzeczy ślubnych, które były na liście pt: "DO PRZYGOTOWANIA", te trzy punkty spędzały mój sen z powiek. Niby to nic takiego - tylko upięcie i tylko pomalowanie - a jakie to ważne elementy!

Na kilka miesięcy przed ślubem zaczęłam poszukiwania solidnych usługodawców. Chodziłam na próbne fryzury, robiłam próbne makijaże, wybierałam różne metody stylizowania paznokci i to było najlepsze co mogłam zrobić, by mieć prawie 100% pewność, że w Dniu Ślubu wszystko pójdzie po mojej myśli.

Drogie Przyszłe Panny Młode - naprawdę nie żałujcie pieniędzy na "przetestowanie" próbnego uczesania/upięcia, makijażu i manicure. Wiadomo, żadna z kobiet nie chce wyrzucać pieniędzy na coś tak ulotnego jak te dwie pierwsze usługi, ale bez tego zepsuć można swój Najważniejszy Dzień. Tak jak pisałam w tym poście -> https://szykujemy-wesele.blogspot.com/2019/03/dodatki-slubne-elementy-stroju-panny.html, często przyszłe PM decydują się na próbną fryzurę i make-up na swój wieczór panieński. Naprawdę, dobrze Wam radzę, poszalejcie wcześniej, żebyście nie musiały denerwować się w Dniu Waszego Ślubu.

Ja długo poszukiwałam swojego idealnego upięcia. Chciałam zwartą, spiętą, klasyczną, nisko osadzoną fryzurę, w której będę mogła przetańczyć całą noc. Rozpuszczone włosy dobrze prezentują się na wstępie, ale podczas zabawy potrafią być uciążliwe. Ich ciągłe poprawianie nie służy też naszemu wizerunkowi po kilku godzinach tańczenia.


Bardzo podobają mi się fryzury, które nosi księżna Kate Middelton. Są piękne w swej prostocie. Sama sobie podobam się w podobnych uczesaniach.

Uzbrojona w zdjęcia fryzur, które przypadły mi do gustu - byłam na czterech próbnych wizytach u różnych fryzjerek, podczas, których miałam zrobionych w sumie osiem fryzur. Podczas wizyty u jednej moje zdziwienie rosło wprost proporcjonalnie do ilości spojrzeń w lustro, bo nie przypominały one odwzorowania fotografii, a wariacje na temat nie wiem czego czy jakieś kukuryku... Oto one:

Niektóre fryzjerki, a w szczególności te "starej szkoły" nie potrafią wyjść naprzeciw nowym trendom i z uporem maniaka upinają włosy tak, jak zostały nauczone kiedyś w szkole zawodowej. Nawet po sugestiach, że fryzura powinna być osadzone niżej, wyczesana - a nie podpinana wsuwkami z tysiącem nakręconych na palce kosmyków loczków - fryzjerki nadal robią swoimi tradycyjnymi metodami.
Drogie Panny Młode - z takich fryzjerek należy zrezygnować, bo takie podejście niczego dobrego nie wróży. Jeśli nie jesteście zadowolone z fryzury na początku, to w Dniu Ślubu - raczej diametralna zmiana nie nadejdzie. Zafundujecie sobie tylko niepotrzebne nerwy. Nawet jeśli fryzjerką jest ktoś z Waszego bliskiego otoczenie - należy grzecznie odmówić i poszukać zadowolenia gdzie indziej.

Po swoich perturbacjach z nieudanymi fryzurami trafiłam do szwagierki mojej przyjaciółki.
Kasia - młoda, energiczna fryzjerka po przejrzeniu zdjęć w ciągu półgodziny zrobiła mi to, czego przez kilka godzin nie potrafiła odtworzyć bardziej doświadczona. Przekonała mnie także, że w Dniu Ślubu fryzura może być nieco inna, ale zachowa swoją formę. I koniec końców 18.08.2018r. - fryzura ślubna była jeszcze piękniejsza! :)


Drogie Panny Młode pamiętajcie, że:
1. Do zwiewnej sukni ślubnej pasują naturalne upięcia, fale.
2. Do sukni z dużym dekoltem & odkrytymi ramionami dobrze wyglądają delikatne loki lub niskie upięcia nad karkiem.
3. Do zabudowanej sukni sprawdzą się wyżej upięte koki.


Z fryzurą poszło gładko, natomiast nie miałam wizji makijażu ślubnego. W związku z tym, że na co dzień jakoś szczególnie się nie maluję, ani nie należę do osób, które bez makijażu nie wyniosą śmieci - nie umiałam się zdecydować na nic konkretnego. Podobały mi się takie makijaże:


Do ślubu malowała mnie Marysia, moja koleżanka, która robi makijaże i którą znaleźć możecie na fb pod nazwą Marysia Zabłotny Make-Up Room.
Już na kilka miesięcy wcześniej zaczęłyśmy eksperymenty, w jakim makijażu będzie mi dobrze. Fiolety i czerwienie zostały wykluczone na wstępie; zimne kolory, odcienie srebra również. W mocniejszym makijażu czułam się źle. Jak zapewne niektóre z Was posiadam problem z opadającymi powiekami, dlatego też trzeba było wybrać makijaż, który optycznie otworzy moje oczy. Poniżej wrzucam zdjęcia próbnych makijaży:


Po kilku próbach uznałyśmy, że pozostaniemy wierne odcieniom beżu i brązom, w których czuję się i wyglądam najlepiej. Ostatecznie próba generalna okazała się być ślubnym makijażem, nieco ryzykując, ale ufając w pełni Marysi. Wyszło pięknie - delikatnie, nienachalnie i bardzo naturalnie. Na zdjęciach ślubnych wyglądam jak ja-Asia, a nie malowana, sztuczna lala.


Niektóre z Was zastanawiają się co w Dniu Ślubu zrobić pierwsze: make up czy włosy. Jak widzicie na zdjęciu - najpierw miałam robiony makijaż ślubny, a dopiero potem fryzurę ślubną.



Panna Młoda powinna mieć także zadbane dłonie i paznokcie, bo przecież na palec dłoni będzie nakładana obrączka. Trzeba zatem wybrać manicure! Nie wszystkie Panny Młode decydują się na klasyczne białe paznokcie. Wiele Panien Młodych dodaje do jasnych paznokci kolorowe akcenty w motywie przewodnim wesela. Mi podobały się takie:


Naprawdę polecam wcześniej zrobić sobie próbne hybrydy bądź żele u profesjonalnej kosmetyczki i sprawdzić czy są trwałe. Niektóre firmy lakierów po prostu nie będą trzymały się na Waszej płytce paznokcia. Wynikać to może nie zawsze z braku wprawy stylistyki paznokci (chociaż i to może być przyczyną), ale często z nietolerancji naszego organizmu na materiały zawarte w lakierach. Co ciekawe bardzo często kobiety z tarczycą i cukrzycą mają problem z utrzymaniem hybrydy na płytce swoich paznokci. Podobnie sprawa się ma z długimi i przedłużonymi. Jeśli kobieta nie nosi zwykle długich paznokci wystających poza opuszek, to może się czuć w bardzo długich dziwacznie i mieć problem z podstawowym chwytaniem drobnych rzeczy. Mi np. prawie w ogóle nie trzymają się lakiery z firmy Semilac (chociaż są także fani tej firmy) i za długie paznokcie - zwykle gdzieś odprysnęły, złamały się lub po prostu odeszły w całości.

Koniec końców zdecydowałam się na hybdrydowe paznokietki - baby boomer + srebrny brokat w Studio Urody i Stylizacji Paznokci "Marzena":




Na koniec już chciałam Was jeszcze przestrzec przed jedną rzeczą. Jeśli decydujecie się na jakiekolwiek zabiegi dermatologiczne, oczyszczania twarzy czy inne ingerencje w skórę - zdecydujecie się na nie wcześniej. Ja na 5 dni przed ślubem miałam umówioną wizytę u kosmetyczki, podczas której m.in. miałam depilację wąsika (zabieg ten jest konieczny nawet kiedy kolor włosków jest bardzo jasny). Podczas odrywania warstwy wosku kosmetyczka usunęła go wraz z warstwą skóry, pozostawiając na mojej twarzy ranę z żywego mięska. To była dla mnie chwila grozy... Wesele za pasem, a ja z wielką raną pod nosem. Ponoć kosmetyczce nie zdarzyło się to nigdy w dwudziestoletniej karierze zawodowej. Fajnie być wybrańcem losu, jedną na milion, ale nie koniecznie w takich sprawach. Od razu zaczęłam intensywne leczenie. Co chwilę nawilżałam ranę antybiotykiem, ale ona nie goiła się tak jak powinna. Dopiero maść stosowana w stomatologii, którą zaserwowała mi moja przyjaciółka stomatolożka zaczęła pomagać. Solcoseryl - dializat z krwi cieląt przyspieszył zabliźnianie się obrzęku. Niestety, porzekadło "do wesela się zagoi" nie sprawdziło się w moim przypadku. Rana została, ale dobrze zamaskowała ją moja makijażystka. Od tamtego czasu dorobiłam dalszą część ślubnego przysłowia: " A co do wesela się nie zagoi, Marysia swoim pędzlem do makijażu zasłoni". : )


Bez względu na to na jaką fryzurę, makijaż czy stylizację paznokci się zdecydujecie najważniejsze żeby były one trwałe, kobiece, starannie zrobione i współgrające z osobowością Panny Młodej i całością. Jeśli zamierzacie przeprowadzić np. koloryzację włosów lub spektakularne przedłużenie paznokci - zróbcie to z wyprzedzeniem albo/i na próbę, by mieć czas na ewentualne poprawki.

Mimo przykrych epizodów, wyszłam z opresji obronną ręką. Obronne ręce to w tym wypadku wyciągnięte do mnie i otwarte na pomoc ręce moich przyjaciół, którzy nie zostawili mnie w potrzebie, kiedy przechodziłam przez różne przedślubne przeciwności losu.
Życzę Wam, żebyście nie musieli przeżywać podobnych sytuacji, a jeśli takie się Wam przydarzą - żebyście zawsze mieli wokół siebie wianuszek przyjacielskich rąk i... uśmiech na twarzy.

wtorek, 26 marca 2019

UWAGA, KONKURS! :) 26.03.2019r.-30.03.2019r.

Cześć Wszystkim! :)


Zapraszam Was od wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania są naklejki na buty ślubne z napisem "I do" oraz "Me Too".
W konkursie może wziąć udział każdy.


Co zrobić bo wygrać? :)

1. Polajkuj moją stronę Szykujemy Wesele na fb: https://www.facebook.com/szykujemywesele/?ref=bookmarks
2. Udostępnij informację o konkursie organizowanym przez Szykujemy Wesele na swoim fb.
3. Zrób powyższe do soboty - 30.03.2019r.



Wyniki losowania poznacie w niedzielę 31.03.2019r. po godz. 21:00 na facebooku strony Szykujemy Wesele. Nagroda zostanie wysłana pocztą na wskazany POLSKI adres korespondencyjny.

Życzę powodzenia! :)

wtorek, 19 lutego 2019

Utrwalamy chwile – o ślubnej fotografii i wideo z wesela


Każdy z nas przeznaczając pulę pieniędzy na zakup pewnych rzeczy czy usług - za jedne jest w stanie zapłacić więcej, a za drugie mniej. Wynika to z faktu, że pewne rzeczy są dla nas bardziej istotne. Ja obiecałam sobie, że na suknię ślubną i fotografa żałować nie będę.


Zdjęcia odgrywają w moim życiu istotną rolę. Są nośnikiem pamięci, jej przedmiotowym zapisem. Sama też swego czasu interesowałam się fotografowaniem, a fotografii i fotografowaniu napisałam pracę licencjacką. Na bieżąco porządkuję, wywołuję zdjęcia lub zamawiam fotoksiążki, do których potem bardzo często wracam. Zdjęcia przywołują niepowtarzalne wspomnienia i rejestrują bardzo ulotne chwile.

Chciałam by nasz ślub i wesele były pięknie sfotografowane. Zdecydowaliśmy się na wybór dwóch fotografek – naszych koleżanek - w związku z tym, że mieliśmy duże wesele i obawialiśmy, że jeden fotograf nie podołałby zarejestrować wszystkiego, co działo się na sali weselnej w różnych jej częściach. Dzięki dwóm fotografkom było to możliwe.

Ania – specjalista od reportaży i fotografii festiwalowych oraz Karolina – posiadająca niezwykłe oko fotograficzne dostarczyły nam tyle pięknych zdjęć, że mieliśmy problem, które z nich wywołać.


Gdy w Dniu Ślubu weszliśmy do kościoła spostrzegliśmy, że pod ołtarzem rozstawił się trzeci fotograf – Robert – mój kolega z pracy, który postanowił robić nam zdjęcia ślubne. Zdjęcia okazały się prezentem dla nas i fantastyczną niespodzianką.


Z usług innego fotografa skorzystaliśmy będąc miesiąc po weselu w Rzymie. Tomek – Polski Fotograf w Rzymie – przed którego obiektywem stanęliśmy – prócz pięknej sesji, zrobił nam też poranne zwiedzanie po Wiecznym Mieście. Jeśli planujecie podróż poślubną – to Rzym jest świetnym pomysłem, a sesja w nim – równie świetnym! A sesja u Tomka - najlepszym z możliwych :)



Fotograf vs Kamerzysta

Ważniejsze momenty takie jak: przysięga, pierwszy taniec, krojenie tortu weselnego – nasze fotografki zarejestrowały na krótkich filmikach. Dzięki temu prócz fotografii, otrzymaliśmy mini teledysk – wideo w pigułce.

Nie zdecydowaliśmy się na pełnometrażowy film z wesela ze względu na otrzymane niegdyś nagranie ze ślubu mojej koleżanki – na którym z moim mężem, a ówczesnym chłopakiem, tańczyliśmy pod wpływem %% rock&roll’a. Oczywiście wtedy wydawało się nam się, że jesteśmy mistrzami tańca, jednak film pokazał prawdę :D Uznaliśmy, że nie będziemy robić sobie i innym obciachu i skorzystamy z usług tylko fotografów. Niewygodnego zdjęcia po prostu nie wywołamy, a hańbiące wideo? – z tym pojawia się problem.


Kiedy byliśmy już po weselu, moja przyjaciółka przyszła do nas z pendrivem, na którym jej mama nagrała cały nas ślub, a o czym nie wiedzieliśmy. Amatorski obraz z kamery dostarczył nam wielu wzruszeń, choć nie spodziewałam się, że tak będzie. Inaczej ogląda się filmy z czyjegoś wesela, a inaczej kiedy – my - Państwo Młodzi - jesteśmy głównymi aktorami.

Gdy oglądam liczne teledyski ślubne i weselne na youtubie – ich montaż i oryginalność nie przypomina już filmów ślubnych naszych epoki naszych rodziców. Kadry w zwolnionym tempie, dynamiczne z użyciem kamerek GoPro czy dronów są tak piękne i ciekawe, że przypominają prawdziwe filmowe produkcje. Myślę, że dziś drugi raz rozważyłabym wybór kamerzysty.


Jak dobrze wybrać fotografa ślubnego?

Bez względu na to czy wybierzecie fotografa czy kamerzystę czy obu - musicie wybrać najlepiej. A to oznacza spełnienie poniższych punktów (opiszę je na przykładzie fotografów, choć zasady można zastosować do wielu usługodawców):

1. Wybierzcie z wyprzedzeniem
Dobry fotograf to niekoniecznie ten, który w ogóle nie ma wolnych terminów, ale na pewno taki, którego wolne terminy są odległe. Bo im późniejsza jego dostępność, tym większe prawdopodobieństwo, że wiele klientów zadowolonych jest z usługi. To na pewno wyznacznik, a nie reguła, ale zadowolona klientela to klientela z zaklepanym terminem. Ma to drugą stronę medalu, bo im więcej zleceń bierze sobie usługodawca, tym mniej wolnego czasu (np. na obróbkę zdjęć) mu zostaje, tym tworzy bardziej sztampowe kadry, bo w fotografowanie wkrada się monotonia.

2. Profesjonalista lub miłośnik amator z super sprzętem
Jeśli fotograf prowadzi działalność i jest to jego główny dochód to pewnie jest profesjonalistą z bardzo dobrym sprzętem. Nie trzeba jednak korzystać z usług wykształconego w tym fachu człowieka, żeby mieć piękne zdjęcia. Bez względu na to czy fotografem jest specjalista w swoim fachu czy amator - musi posiadać dobry sprzęt. Często fotografie maniaków nie odbiegają jakością do tych profesjonalnych. Warunkiem wyboru jest naprawdę solidny sprzęt.

3. Satysfakcjonujące portfolio
Chyba nic tak nie przesądza o wyborze fotografa jak jego portfolio. Fotografie w nim zawarte powinny bronić się same, bo to one są najlepszą wizytówką fotografa.

4. Dobra opinia innych
Najlepszą reklamą obok zdjęć są pozytywne opinie przekazywane pocztą pantoflową. Komentarze napisane na stronie www albo facebook'u mogą (choć nie muszą) być sfabrykowane, wyselekcjonowane albo napisane przez "znajomych naszych znajomych" i nie zawsze dadzą szczery, pełny obraz. Dobra opinia przekazywana z ust do ust i potwierdzona pięknymi fotografiami powinny utwierdzać klientów w wyborze konkretnego usługodawcy.

4. Elastyczność i otwartość na klienta
Jeśli po przedstawieniu swojej koncepcji i pomysłu na zdjęcia przed podpisaniem umowy fotograf zaczyna kręcić nosem: "bo to się nie da", "albo za daleko" albo narzuca stanowczo swoje zdanie i wizję to lepiej zawczasu z takiego zrezygnować. Jeśli marzycie o sesji zdjęciowej nad wodospadem czy na szczycie góry, na której miały miejsce oświadczyny - a fotografowi zaczynają świecić się oczy i mówi, że uwielbia takie sesje - decydujcie się na niego bez wahania :)

5.Cechy osobiste fotografa
Jeśli z opinii innych i po spotkaniu z fotografem wiecie już, że jest on: punktualny, reaguje pozytywnie na pomysły, proponuje różne rozwiązania, daje cenne wskazówki i macie wspólnie dobry przekaz - warto się zdecydować. Jeśli pokazując zdjęcia, które przypadły Wam do gustu, ten mówi, że takich się nie da, on takich nie wykona, że nikogo nie będzie kopiował - a nie proponuje innego rozwiązania albo na Waszą prośbę przyjazdu na poranne przygotowania - nie zajmuje stanowiska i nie daje jednoznacznych odpowiedzi - to najwyższa pora zwiewać. Fotografem musi być osoba, na której możecie polegać, co do której będziecie mieć pewność, że nie wystawi Was do wiatru.

6. Umowa w formie pisemnej
Nawet jeśli wybór fotografa ślubnego padnie na kolegę to podpiszcie wzajemnie umowę, która chroni i zabezpiecza interesy dwóch stron. Ona jednoznacznie opisze kto i co jest podmiotem i przedmiotem usługi, zawrze plan działania, wskaże ilość godzin, cenę i wyszczególni co wchodzi w skład pakietu, doprecyzuje co w przypadku, gdy z przyczyn od Was niezależnych fotograf nie będzie mógł pojawić się na weselu - i co najważniejsze - nie pozostawi miejsca niedomówieniom.


Sesja w Dniu Ślubu czy po nim?

Coraz częściej Młode Pary odchodzą od sesji zdjęciowej w Dniu Ślubu. Nie trudno się temu dziwić - kilka godzin poza salą weselną Włodarzy Imprezy - może być dla gości kłopotliwe. Małżonków omija też dobra, weselna zabawa. Zamiast radości na zdjęciach uwidacznia się stres, zmęczenie, który dodatkowo potęguje pośpiech związany z zachodzącym słońcem i dobrym światłem do zdjęć. Ewidentnym plusem natomiast jest oszczędność pieniędzy za kolejny makijaż ślubny i fryzurę, jakie musimy zrobić na sesję zdjęciową w późniejszym terminie.

Niektóre Panny Młode dzięki sesjom w innych dniach, niż Dzień Ślubu, decydują się na inne stylizacje, odmienne upięcia włosów, ostrzejszy makijaż i odważniejsze pozy, na które "nie wypadało" im sobie pozwolić wcześniej.

My mieliśmy dwie sesje poślubne - jedną w pakiecie zdjęć ze ślubu i wesela, a drugą - z własnego wyboru, by mieć pamiątkę z poślubnej podróży do Rzymu.


Niewątpliwie na sesjach poślubnych Młodzi Małżonkowie są bardziej wypoczęci, przez co lepiej wychodzą na zdjęciach. Sesje w innym terminie najlepiej zrobić jak najszybciej, póki jeszcze wyglądamy względnie podobnie do siebie z Dnia Zaślubin, bo po weselu u niektórych zaczynają się lata tłuste :)


Wieczne wspomnienia

Nim się człowiek nie obróci, a wesele się kończy. Dzięki zdjęciom i filmom z uroczystości wspomnienia są wciąż aktualne. To jedyne dobro, które zatrzyma czas w miejscu, więc warto w nie zainwestować, żeby korzystnie zakonserwować siebie na lata :)

niedziela, 3 lutego 2019

Sztuka wyboru gości weselnych :)


W pierwszych miesiącach po ustaleniu daty ślubu zaczęłam sporządzać wstępną listę gości. Mój ówczesny narzeczony i ja mamy duże rodziny. Samych najbliższych kuzynów z jednej ze stron jest aż sześciu, a prawie każdy z nich ma już swoją rodzinę, nie mówiąc o ciociach, wujkach i reszcie... Mamy też sporą grupkę rodziny, których wybraliśmy sobie sami - naszych przyjaciół i znajomych, bez zaproszenia których nie wyobrażaliśmy sobie udanej zabawy. Wiedzieliśmy, że niemożliwym byłoby zaprosić wszystkich, których chcemy. Mimo, że nasze wesele do małych nie należało, to jednak oczywiste było, że liczba osób podlega ograniczeniom. Wielkość sali weselnej i zakładany budżet nie były elastyczne.
Czytając liczne blogi i książki o tematyce weselnej, będąc w różnych grupach ślubnych na facebooku często pojawiał się wątek dotyczący zapraszania na wesele. Instrukcje jak poprawnie to zrobić, sugestie w jaki sposób wypada kogoś zaprosić, podpowiedzi komu wręczyć zaproszenie i kiedy. Temat rzeka.
Wątkowi o gościach weselnych poświęciłam odrębny wpis, chociaż chciałam połączyć go z postem o zaproszeniach ślubnych. To by się nie udało, bo skapitulowalibyście na wstępie...
Zapraszam do lektury i... proponuję wziąć sobie coś do picia, bo będzie dłużej ;)

Przez życiowe konotacje powstają dylematy

Wybór gości weselnych to naprawdę ogromnie trudne zadanie, przed którym przychodzi stanąć Młodym Parom. Choć z pozoru to nic takiego, to jednak... zaproszenie kolegi sprzed lat, do którego czuje się sentyment, którego się lubi i z którym zawsze jest o czym pogadać, ale do którego nie ma potrzeby dzwonić albo z którym kontakt zwyczajnie się rozluźnił - staje się dylematem. Podobnie z członkami rodziny, z którymi brak jest kontaktu nawet od święta, a zaprosić wypada, bo... "przecież to Twoja kuzynka i może chciałaby przyjść", "bo jak miałaś 5 lat też byłaś na weselu u wujka Januszka, a on taki fajny..." (tylko czemu wszyscy członkowie rodziny zastanawiają się czy podczas dawania zaproszenia Młodzi w ogóle go rozpoznają?).
Świetnie, jeśli w waszych rodzinach taki problem nie występuje. Jeśli macie jasno ustaloną liczbę gości i nikt nie stara się wpływać na Wasze decyzje. Zaryzykuję stwierdzenie, że jesteście w mniejszości. Śmiało jednak możecie nazywać siebie szczęściarzami!
Jednak nie wszyscy mają ten przywilej. Dla wielu są to niełatwe dylematy. Zwykle Młodzi nie mają na celu ani nikogo urazić brakiem zaproszenia, ani obrazić nikogo swoją niechęcią do zaproszenia pewnych osób, skłócić rodziny czy robić zwady, choć za wszelką cenę, wszystkimi możliwymi sposobami im się to wmawia i wpędza w poczucie winy. A chodzi tu tylko, albo o to, że Państwo Młodzi chcą po prostu SAMI wybrać osoby, z którymi spędzą ten Najważniejszy Dzień. Ale czy mają do tego prawo? Czy warto na ten temat z kimś dyskutować i kłócić się z tego powodu? Czy powinno się komukolwiek tłumaczyć się z faktu, dlaczego Młodzi nie dali mu zaproszenia? Czy weselne plany mogą stać się rodzinną lub przyjacielską kością niezgody?

Przecież wesele jest dla ludzi, dla rodziny...

Nie trudno się nie zgodzić, że wesele robi się dla ludzi. Bo kto, jak nie goście, tworzą wesele? Ale czy to oznacza, że wszystko powinno się im podporządkować, nawet jeśli to będzie kosztem Państwa Młodych i wbrew ich woli? Czyje uczucia się ważniejsze - gości czy głównych zainteresowanych?
W tym miejscu trzeba powrócić do źródła. Gdyby nie miłość dwojga ludzi, to do ślubu i wesela nigdy by nie doszło. W tym dniu najważniejsze jest przecież powiedzenie SOBIE WZAJEMNIE: "Ciebie chcę Ukochany/Ukochana na dobre i złe" i że "nie opuszczę Cię aż do śmierci". To powinno być w centrum wszystkiego - ich wzajemne ślubowanie. Wesele jest zatem drugorzędne, a przynajmniej powinno być.
Kulturowo jednak przyjęło się, że wesele to cel sam w sobie. Szykujemy je, by się wspólnie radować, (chociaż niektórzy tylko po to, by się pokazać) - ale bezdyskusyjnie jest ono z powodu czegoś. Tym powodem jest dwoje kochających się ludzi, którym na sobie zależy, którzy zdecydowali się wziąć za siebie odpowiedzialność i razem iść przez życie. To oni z założenia powinni być na pierwszym miejscu.
Państwo Młodzi, z powodu których organizowane jest wesele, chcą i mają do tego prawo - radować się wśród osób, którzy dobrze im życzą, którzy gotowi są cieszyć się ich szczęściem, a zrezygnować z tych, którzy lubują się patrzeć wilkiem na innych, wszędzie doszukują się tylko tego, co poszło nie tak, który nieustannie narzekają, a to że zupa była za słona, a to, że kelnerka za mało uśmiechnięta. Na pewno znacie takie osoby. Święty by im nie dogodził. Czy jeśli Młodzi wiedzą, że członkowie ich rodzin zachowują się w sposób, który im w zupełności nie odpowiada, to czy mają oni prawo zwrócić gościom na to dyskretnie uwagę?
Zapraszając na wesele nie powinno się stawiać gościom żadnych warunków. Zapraszamy Was, ale: nie ubierajcie się na czarno, nie pijcie do upadłego, nie chciejcie brylować - podobne uwagi są wysoce niestosowne. Spróbujcie sobie wyobrazić rozmowę, podczas której Młoda Para próbuje wymóc swoją prośbę na typowym wujku Zdzisku, znanym z tego, że po wypiciu kilku głębszych rozbiera się do swojej podkoszulki i pantalonów i za nic w świecie nie chce się ubrać z powrotem - życzę powodzenia.
Zaproszenie powinno być wręczone bezwarunkowo, bo zapraszając kogoś trzeba przyjąć go z dobrodziejstwem inwentarza - ze wszystkimi jego ułomnościami, z typowym mu awanturniczym zachowaniem po alkoholu, z wszystkimi zaletami i wadami. Delikatna uwaga nie wszystkim się spodoba, nie dla wszystkich będzie ona taktowna. Więc jeśli nie akceptuje się czyjego zachowania na wstępie, to należy się grubo zastanowić czy jest sens kogoś takiego w ogóle zapraszać. Idąc tym tokiem myślenia można spotkać się z kontrargumentem, że Młodzi nie mają gwarancji, że dana osoba będzie się zachowywać w ten sposób na ich weselu. Owszem - może być inaczej. Ale nie musi i raczej nie będzie, bo jak jakieś zachowanie jest komuś typowe, to raczej w dniu wesele typowym być nie przestanie. Ludzie może i trzymają się ramy, ale kiedy komuś się uleje mentalnie albo przeleje przez nadużycie (głównie alkoholu) - może być niezła jazda, bo hamulce puszczają. Jeśli Młodzi należą do osób, które przymkną na to oko, a wszystko obrócą w żart lub zracjonalizują to sobie twierdząc, że "to wujek powinien się wstydzić" - to niech wręczają zaproszenie. Jeśli natomiast jest to dla nich nie do przeskoczenia i wiedzą, że zepsują sobie całe wesele - powinni je sobie darować. To ich dzień i nie powinni sobie pozwolić na to, aby ktoś zrujnował im dobrą zabawę. Chyba nie ilość gości (zaproszonych na wypadek gdyby mieli poczuć się urażeni) jest ważna, a jakość - pojmowana jako życzliwa i przyjazna postawa oraz pozytywne nastawienie do Nowożeńców i ich wesela.
Wesele jest tak samo dla gości, jak i dla Państwa Młodych. Oni także mają prawo, a nawet obowiązek (jeśli nie idą do ślubu pod przymusem) - dobrze się na nim czuć. Młodzi nie są przedmiotem wesela, a podmiotem, którego przedmiotem jest wesele. Tak powinno być, ale jak jest i będzie?


Dla jednych zielone światło, dla drugich czerwona kartka

Przy sporach w zapraszaniu gości słowem klucz jest bo WYPADA.
Zaprosić dlatego, bo wypada. Zaprosić, żeby nie urazić. Zaprosić, żeby ktoś się nie obraził.
Zapraszanie na wesele w naszej polskiej kulturze staje się jakby swoistym wyznacznikiem "być albo nie być" dla rodziny, jest jakby wyrazem prostolinijnego "kocham lub nienawidzę", utożsamiane jest z jednoznaczną decyzją Państwa Młodych co do ich dalszych relacji z resztą świata. Zupełnie jak na sądzie ostatecznym. Bo jak nie zaprosisz to już nigdy/to już na pewno...
Moim zdaniem sprawę niezapraszania konkretnych osób oceniamy za bardzo zero-jedynkowo, za bardzo czarno-biało - a przecież świat składa się z wielu innych cyfr i odcieni szarości. Jakby naprawdę to był koniec świata, a nie początek nowej historii.
Młodzi często słyszą groźbę: jak nie zaprosisz osoby X, to i ja na wesele nie przyjdę. Bo to "ulubiony" argument niektórych.
Przymus, rodzinne naciski są ponad poszanowaniem uczuć Młodej Pary, z powodu której i też dla której jest wesele. Wyrzuty słowne i wpływanie za wszelką cenę na czyjąś decyzję, zamiast konsensusu, wprowadza tylko większy ferment, potęguje niepotrzebne nerwy i na koniec pozostawia straszny niesmak. Czy tak to powinny wyglądać przygotowania i początek szykowania swojej Nowej Drogi? Czy może dla spokoju Państwo Młodzi powinni zgodzić się przyjąć oczekiwania innych?

I co? Jaka decyzja?

Ostateczną decyzję co do listy gości podjąć trzeba - biorąc odpowiedzialność i konsekwencje za swoje mniej lub bardziej słuszne wybory.
Kiedy i ja zastanawiałam nad zaproszeniem kilku osób, w sieci trafiłam na taki obrazek:


Można potraktować go nieco z przymrużeniem oka, ale może okazać się małą podpowiedzią, kogo zaprosić, a kogo sobie odpuścić.
Myślę, że jednym z najważniejszych faktorów wyboru gości weselnych powinno być własne SUMIENIE co do słuszności wyboru oraz to, kto jest SPONSOREM imprezy. Słowo ZAPRASZAM równać się powinno z: naprawdę chcę Twojej obecności, bo jesteś dla mnie ważną osobą, mogę sobie pozwolić/ stać mnie na to, żeby Cię zaprosić i bez Ciebie nie wyobrażam sobie mojego najważniejszego dnia. Tyle i nic więcej, choć dla niektórych nie jest to ogarnięcia rozumem.
Drodzy Młodzi - pamiętajcie - sponsorzy imprezy też mają coś do powiedzenia. Jeśli sami finansujecie sobie wesele - to do Was należy ostatnie zdanie. Natomiast jeśli jest inaczej - przed Wami wielki egzamin z sztuki kompromisów i poszanowania siebie wzajemnie.
Trudno bliskim narzucającym Państwu Młodym swoją wolę i przywołującym ich do porządku wytłumaczyć pewne rzeczy. Są tak przekonani o swojej nieomylności, i bardzo tak liczy się dla nich tylko to "co inni powiedzą", że są w stanie przedłożyć szczęście i radość Młodych nad zadowolenie innych. Plany i wizja wesela według innych - nie muszą być wizją Młodych. Argument, że kogoś wypada gościć, jest znowu zorientowany na kogoś, a nie bierze on po uwagę zdania i powodów przez które Państwo Młodzi kogoś zaprosić nie chcą.
Nie zawsze brak zaproszenia jest znakiem braku sympatii, choć może i tak być, nie zawsze jest spowodowane brakiem funduszy, chociaż i tak się może zdarzyć. Zawsze jest to jednak decyzja Państwa Młodych. I jaka by ona w oczach innych nie była beznadziejna i krzywdząca, albo odwrotnie miła i zaskakująca - powinniśmy ją uszanować i wziąć na klatę - my jako goście weselni, rodzice, przyjaciele, kumple, etc.
Tak jak Młode Pary nie potrafią zrozumieć oburzenia i nakazów innych osób, by zaprosić bądź też nie pewnych ludzi, tak niektórzy goście nigdy nie będą w stanie zrozumieć i wyjść ponad powtarzane uparcie: - jak mogli mnie nie zaprosić?
Znajdą się także i tacy, co zaczną rozmyślać i snuć domysły dlaczego nie otrzymali zaproszenia albo przeciwnie - dlaczego właśnie Młodzi mnie wybrali. Ktoś jeszcze inny w ogóle się tym nie przejmie, a zaproszenie Narzeczonych go w ogóle nie wzruszy. Czy warto na takie rozmyślania tracić czas, upierać się przy swoim, tupać nóżkami, wymuszać, wzajemnie się zadręczać?

Z dziećmi czy bez?


Wręczanie zaproszenie bez dzieci - i tu pojawia się kolejny rodzinny, koleżeński dramat. "Jak bez dzieci, to nie przychodzimy", "nasze dziecko jest integralną częścią naszej rodziny", "nie mam co zrobić z dzieckiem", "jak mamy rozumieć brak dziecka w zaproszeniu, możemy go zabrać?". I po raz kolejny pojawić się może ferment. Bo jedni będą uparcie i za wszelką cenę starać się wpłynąć na Młodych, by dzieci zabrać, inni będą w stanie pojąć, że zaproszenie jest dla nich, a dla jeszcze innych -z dziećmi lub bez - nie będzie miało znaczenia.
Drodzy goście weselni - jeśli Wasze dziecko nie jest ujęte w zaproszeniu to znaczy, że Państwo Młodzi zapraszają Was bez Waszych pociech. I o ile Państwo Młodzi do osób roztargnionych nie należą, to ich decyzja została dobrze przemyślana.
Na naszym weselu było dużo dzieciaków i momentami zabawy przypominały kinder bal. Wszyscy członkowie rodziny dostali zaproszeni z dziećmi, natomiast dzieciatych znajomych postanowiliśmy zaprosić samych. Z kilku względów. Po pierwsze, części kolegów podpytywaliśmy wcześniej czy wezmą swoje maluchy i w większości mówili, że chcą skorzystać w 100% z zabawy i dzieciom zorganizują opiekę. Po drugie, w związku z dużą ilością dzieci w naszej najbliższej rodzinie, uznaliśmy, że kolejna porcja stałaby się dla nas kłopotem. Chcieliśmy też także, żeby nasi przyjaciele mogli naprawdę nam towarzyszyć, a dzieci wymagają zawsze uwagi. Ze względu na to, że imprezę organizowaliśmy w ośrodku, gdzie nie było miejsc noclegowych, nie istniało miejsce, w którym zmęczone maluchy mogły zrobić sobie drzemkę. Po wtóre, to impreza dla dorosłych, gdzie leje się alkohol. Dziećmi z rodziny zawsze kuzynka, siostra, daleka ciotka są w stanie się chwilę zaopiekować, jest nieco większe poczucie wspólnotowości. Znajomi, który nie należą do najbliższej paczki i nikogo nie znają, skazani są na całoimprezową opiekę nad własnym dzieckiem.
I koniec końców: jedni ucieszyli się, że przyszli sami, drudzy poprosili o naszą zgodę przyjścia z dziećmi, trzeci zabrali dzieci, mimo, że zaproszenie ich nie obejmowało.

Czy warto się szarpać i stawiać wszystko na jedną kartę?

W sporach na zaproszenia każdy ma swoje racje. A jaka jest prawda? "Prawda jest jedna, to nie prawda wcale, bo prawd jest tyle ilu ludzi na tym świecie."
Jedno jest pewne - wszystkim nie dogodzisz. Dla kogoś zaproszenie lub jego brak będzie ogromną radością, drugiemu będzie to totalnie obojętne, a jeszcze innego wpędzi w zakłopotanie - bo nie mam co dać, więc nie pójdę; nie mam w co się ubrać; przecież, aż tak blisko się nie trzymamy - i jak teraz odmówić?. I tak źle i tak niedobrze.
Najlepiej decyzję o wyborze gości weselnych przez Państwa Młodych przyjąć jako fakt. Nie starać się za wszelką cenę wpływać na zmianę decyzji, wchodzić w głowy, uczucia i intencje innych, bo nigdy ich nie odgadniemy i nie warto w ogóle tego zaczynać. Tylko mądry i dojrzały człowiek spojrzy na to wszystko holistycznie, z dystansu i rozsądzi racjonalnie. I zrozumie, że nie ujęcie kogoś w zaproszeniu oznacza najzwyklej w świecie brak zaproszenia. O ile nie stawia się w centrum swojego mini wszechświata - zrozumie.

W sporze ktoś albo odpuszcza, albo się podporządkowuje, albo... zmienia decyzje.
Naprawdę rzadko się zdarza, żeby bliscy Państwa Młodych dali im wolną rękę w wyborze gości weselnych.
To zbyt delikatny temat, żeby ocenić go jednoznacznie. Nie da się go osądzić zero-jedynkowo, a musimy przecież podjąć jednak decyzję "na tak" lub "na nie" dla zaproszenia. Ja jednak stoję murem za wyborem Pary Młodej - bo wracając do źródła - nic o nich - bez nich. Im więcej osób angażuje się w spór, tym dłużej on trwa i pojawia się więcej gorzkich i przykrych słów. Niektóre takie niby błahe "zapraszanki" rujnują piękne związki, bo Młodzi, chociaż bardzo się kochają, nie potrafią przeciwstawić się terroryzmowi bliskich i mu ulegają. O ile do ślubu w ogóle dojdzie, to bardzo często ci, którym uległo się raz, roszczą sobie prawo do decydowania o innych kwestiach życia w przyszłości. Jak raz się udało to uda się i za kolejnym razem.

Będąc miesiąc po naszym weselu w Rzymie, trafiliśmy tam na inną parę nowożeńców z Polski, którzy pobrali się kilka dni przed naszym spotkaniem. Na pytanie ile osób ze sobą zabrali z rodziny - powiedzieli, że nikogo. W ich słowach dostrzec można było i gorzki żal z powodu braku bliskich, ale i radość ze ślubu. Wylądowali w Wiecznym Mieście sami, chociaż w sierpniu mieli zaplanowane wielkie wesele na ponad 100 osób. Nie byli w stanie jednak wytrzymać parcia ze strony ich rodzin i wzajemnych kłótni, do tego stopnia, że odwołali całe wesele i zdecydowali się, że na ślubie nie będzie nikogo. Cała sytuacja ciągłego konfliktu po prostu ich przerosła, odechciało im się całego tego szumu i postawili wszystko na jedną kartę. Młodzi poszli własną drogą wbrew wszystkim, ale w zgodzie sobą. Podczas zawarcia Sakramentu Małżeństwa byli w piątkę. Oni, ksiądz i dwie obce im siostry zakonne, które były ich świadkami. Ich najbliżsi nie mogli ocierać łez wzruszenia i patrzeć na nich idących razem pod rękę przy marszu Mendelsona czy dźwiękach Ave Maria.


Kiedy w piątek koleżance z pracy wspomniałam, że zaczęłam pisać bloga weselnego i pochylam się nad postem dotyczącym zapraszania gości weselnych, powiedziała mi, że jest jedna prosta zasada - zaproś tylko tych tych, którzy mają kasę.

Wesoła anegdota powyżej, przytoczona rzymska historia, jak i cały ten temat - jednym otworzy oczy i da jakieś przemyślenia, drugich nie przekona i będzie tylko argumentem, że Młodzi rozwalili relacje i rodzinę, a innych w ogóle nie będzie to obchodzić.
Można się zgodzić albo nie z tym wszystkim co napisałam. Każdy z nas ma inny bagaż doświadczeń i inne soczewki, przez które spojrzy na całe zagadnienie.
Często zapominamy, że wesele to TYLKO impreza, która trwa TYLKO jeden dzień. A tak mocno demonizujemy wszystko z tym związane, jakby od niego zależeć miało całe życie. Jeśli niezaproszenie kilku gości na wesele ma przynieść tragiczne skutki dla rodziny i przyjaźni, to może lepiej w ogóle go nie organizować? A może ograniczyć się do małego przyjęcia, być może gdzieś na innym, neutralnym lądzie, w gronie faktycznie najbliższych osób?
Powiedzenie:"-OK, dla Świętego spokoju, niech będzie jak chcecie" vs NIE! BĘDZIE TAK JAK MY (Para Młoda) SOBIE TO POSTANOWILIŚMY - zależy od Was.

Kochani Przyszli Małżonkowie - z całego serca życzę Wam, by Wasz egzamin ze sztuki wyboru gości i kompromisów, który w ocenie innych wypadnie Wam słabo, w późniejszym rozrachunku i życiu okazał się być z korzyścią dla Was, a konsekwencje Waszych wyborów nie okazały się aż tak tragiczne w skutkach, jak mówili o nich inni;)